Serendipity 3 w Nowym Jorku – od tego wszystko się zaczęło


fot. City Serendipity

Często spotykamy się z pytaniem skąd wzięła się nazwa naszego bloga. Angielskie „serendipity” to słowo o niezwykle pozytywnym wydźwięku – oznacza sztukę dokonywania szczęśliwych odkryć przez przypadek (jak możecie przeczytać w naszej sekcji Let it find you). Dla mnie jednak wiąże się także z jednym z moich ulubionych miejsc na całym świecie – restauracją Serendipity 3 na Manhattanie. Kiedy trafiłam tam po raz pierwszy w 2006 roku, jej nazwa zapadła mi w pamięć. Od tamtej pory zaglądam tam za każdym razem, gdy jestem w Wielkim Jabłku – nie inaczej było tydzień temu. Dlaczego? Przekonajcie się same :).

fot. City Serendipity

Serendipity 3 znajduje się na 225 East 60th Street, między Drugą a Trzecią Aleją. Restauracja słynie z deserów, a przede wszystkim z mrożonej gorącej czekolady (legendarna Frrrozen Hot Chocolate) oraz pucharów z lodami, ciastem bitą śmietaną i rozmaitymi polewami (sundaes).

fot. City Serendipity

W Serendipity 3 można zjeść też lunch lub kolację. Wybór jest ogromny…

fot. City Serendipity

My tym razem zdecydowaliśmy się na kurczaka w sosie cytrynowym…fot. City Serendipity

i fettuccine z krewetkami. Obie potrawy są godne polecenia!

fot. City Serendipity

Przejdźmy jednak do najważniejszego. Zawsze trudno mi się zdecydować na wybór deseru – wszystkie są kuszące! Zamówienie dwóch na raz nie wchodzi w grę – puchary są ogromne!

fot. City Serendipity

Ja tym razem nie mogłam się oprzeć deserowi „Can’t Say No Sundae” z ciastem na bazie masła orzechowego. Opisać go słowem „pycha” to stanowczo za mało! Palce lizać w dosłownym znaczeniu!!!

fot. City Serendipity

Desery podawane w tym miejscu zostały wymyślone przed kilkoma dekadami, kiedy najwyraźniej nie zdawano sobie do końca sprawy czym jest „kaloria”. To jednak nie przeszkadza gościom restauracji, którzy zazwyczaj muszą czekać w kolejce na zewnątrz, aż zostanie wywołane ich imię i będą mogli się oddać słodkiej rozpuście :).

Wnętrze Serendipity 3 tworzy niesamowitą atmosferę, głównie dzięki wszechobecnym witrażowym lampom od Tiffany and Co. oraz rozmaitym bibelotom i lustrom umieszczonym w najmniej spodziewanych miejscach.

fot. City Serendipity

Serendipity 3 otwarto w 1954 roku. Właściciel restauracji, Stephen Bruce, nazwał ją zainspirowany pochodzeniem tego magicznego słowa. „Serendipity” związane jest z arabską bajką o trzech książętach z dawnej wyspy Serendip (obecnie Sri Lanka), którzy dokonywali niezwykłych odkryć, choć wcale do tego nie dążyli.

fot. City Serendipity

W restauracji swego czasu regularnie bywali Andy Warhol i Marylin Monroe, a słynna Pierwsza Dama Jackie Kennedy próbowała nawet zdobyć od Bruce’a przepis na jego legendarną mrożoną gorącą czekoladę, jednak bez powodzenia.

fot. City Serendipity

Obecnie receptura ta jest dostępna dla wszystkich. Można ją znaleźć w napisanej przez Bruce’a książce „Sweet Serendipity”.

fot. City Serendipity

fot. City Serendipity

„Sweet focia” w Serendipity 3 jest obowiązkowa. W tle pan kelner, który jakimś dziwnym trafem zawsze mnie tam obsługuje.

fot. City Serendipity

Restauracja „zagrała” na przestrzeni lat w wielu filmach i serialach. Najbardziej znane są „Igraszki losu” (tytuł oryginalny to właśnie „Serendipity”) z Kate Beckinsale, ale kręcono tam także m.in. jeden z odcinków „Plotkary” z Blake Lively oraz film „Kwestia zaufania” z Davidem Duchovnym. Nadal można tam spotkać sławnych gości, niedawno wpadła tam na lunch z deserem rodzina Beckhamów w komplecie.

Serendipity 3 to deserowa ikona Nowego Jorku, polecam więc wszystkim czokoholikom zaznaczenie tego miejsca na mapie. Po tym, jak już je odwiedzicie, pozostaje intensywny jogging w pobliskim Central Parku :).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>